Dzisiaj jest: 19.9.2018, imieniny: Januarego, Konstancji, Leopolda

Tajemnice Jeziora Miedwie – jak odnaleziono MIG-a 15. [WYWIAD].

Dodano: 7 miesięcy temu Autor:
Redakcja poleca!

Sprawa znalezienia MIG-a w Jeziorze Miedwie trochę przycichła i teraz raczej można spodziewać się czasochłonnych spraw urzędowych, dokładnych badań wraku i analiz o jego przyszłości.

Tajemnice Jeziora Miedwie – jak odnaleziono MIG-a 15. [WYWIAD].
Pewnie i na finansowanie też trzeba będzie swoje odczekać. Nas zainteresowała sama historia odnalezienia tego wraku. Czy wiecie czego szukano podczas tego szczęśliwego nurkowania?

Udało nam się zamienić kilka zdań z Andrzejem Kosko, biorącym udział w szczęśliwym nurkowaniu kiedy to znaleziono wrak radzieckiego MIG-15. Pan Andrzej na co dzień jest członkiem Fundacji Z NAMI Bezpieczniej, a jako nurek może pochwalić się kilkunastoletnim doświadczeniem.

Panie Andrzeju, to jak to się wszystko zaczęło?
Andrzej Kosko: Jest taka inicjatywa od 2 czy 3 lat – „Jezioro Tajemnic”, którą to akcję wymyślił Starosta Drawski. Niby w Jeziorze Drawskim jest zatopiony wrak niemieckiego okrętu podwodnego miniaturowego, podobno też była tam szkółka Kriegsmarine itp. Akcje, które postanowiono poodkrywać. Początkowo sam się z tego śmiałem, ale cała akcja fajnie się zaczęła rozwijać. Byłem tam nawet parę razy – ponurkowałem, zobaczyłem że jest fajne towarzystwo i jakoś zakręciłem się tam na dobre. I tam głównym prowadzącym jest Darek de Lorm - na co dzień zajmuje się szkółką nurkowania czy archeologią podwodną, z którym zdążyłem się dobrze poznać. Zespół stworzył starosta Drawski i właśnie de Lorm. Ja wraz ze znajomymi Adamem Brzózką i Radkiem Malinowskim (przy okazji ich pozdrawiam) dołączyliśmy do nich i wspólnie działamy.

Ale wy działacie jako klub Barakuda?
Nie. Barakuda to jest zupełnie oddzielny temat. To jest klub płetwonurków stargardzkich i on tutaj nie ma nic do rzeczy.

To kiedy do nich dołączyliście?
My dołączyliśmy jakieś ze 2 lata temu, a sam projekt trwa 2 albo 3 – już dokładnie nie pamiętam. Kawał czasu jak się okazuje, a już było tam lekko kilkadziesiąt nurkowań. Jak się wejdzie na ich stronę (jeziorotajemnic.pl przyp.red.) to można tak o wszystkim poczytać.

Projekt został stworzony na Jezioro Drawskie i w celu odnalezienia m.in. wspomnianej łodzi podwodnej. To co sprawiło, że przenieśliście się z nim na Jezioro Miedwie?
Na Jezioro Miedwie przenieśliśmy się dlatego, że Darek (de Lorm przyp. red.) dysponuje urządzeniami do poszukiwań, tzw. sonarami bocznymi. A na takie akcje bez przyzwoitego sprzętu nie ma co się ruszać.
Jak się można domyślać, jeżeli ktoś sobie wyobraża, że weźmie sobie skafander, butle itd., będzie pływał pod wodą to na coś trafi to z całym szacunkiem dla niego - powodzenia. Był już taki jeden gość z Niemiec kilka lat temu, co to go po dwóch tygodniach nurkowania wyciągaliśmy spod wody, bo się w sieci zaplątał. Naczytał się, że czołgów jest w jeziorze multum i chciał sobie taki znaleźć.
Więc kluczowy dla nas okazał się sprzęt.

I to ten sonar później odkrył ten radziecki samolot?
Owszem, sonar był kluczowy, jednak nie do końca spodziewaliśmy się samolotu. Ogólnie z tymi poszukiwaniami to jest taka trochę żmudna, aczkolwiek dająca ogromną radochę robota. Pływa się łódką po jeziorze i gapi się w ekran sonaru. Jak coś pokaże to „bojeczka” i nurkowanie. Myśmy w ogóle szukali tam kutra. Wcale nie szukaliśmy samolotu bo nawet nie wiedzieliśmy, że on tam jest.

A dlaczego akurat kutra?
W naszej dawnej miedwiańskiej jednostce była torpedownia. Tam znajdowały się kutry do odławiania wystrzeliwanych dawniej torped. Torpedy nie miały głowic elaborowanych (czyli wypełnionych) materiałem wybuchowym tylko były puste. Po skończeniu paliwa każda miała stanąć pionowo. Podpływał kuter, który na rufie miał mały żurawik i je wyławiał. Według jednych osób były dwa kutry - jeden z nich jest zatopiony w znanym nam miejscu, a drugi w późniejszym czasie przechwyciła marynarka wojenna. Tam dożył swoich dni i poszedł jak to się mówi „na żyletki”. Jednak istnieje całkiem wiarygodna teoria o trzech kutrach. I my właśnie chcieliśmy ją sprawdzić.

A co się stało z tym trzecim kutrem?
Prawdopodobnie został zatopiony przez Niemców. I jeżeli on tam gdzieś jest, to my go prędzej czy później znajdziemy. Prawdopodobnie znajduje się on gdzieś w niedalekiej odległości od wspomnianej torpedowni. Pewnego razu szukając wspomnianej łajby sonar pokazał nam jakiś obiekt na dnie. A że to nie było nasze miejsce docelowe to zanotowaliśmy współrzędne i stwierdziliśmy, że za jakiś czas wrócimy tam. No i tak nam ten czas upłynął, że wykryliśmy coś w lipcu, a zabraliśmy się za to dopiero w styczniu. Ale warto było czekać i zanurkować nawet w tak chłodnym miesiącu.
Pamiętam. Postawiliśmy boję, zanurkowałem z kumplem i zobaczyliśmy ogon samolotu. Uczucie to takie, którego nie da się opisać. Euforia w głowie i już wiesz, że jeszcze wiele roboty w tym miejscu przed tobą. Zaczęliśmy tam regularnie nurkować. Do tej pory zlokalizowaliśmy spory kawał ogona tego MIGa - jest to fragment z poziomymi i pionowym statecznikiem, do tego dwie części silnika, a teraz zamierzamy odnaleźć część dziobową.

Czyli leży na dnie w kilku fragmentach?
Tak. On rozpadł się uderzając o wodę.

No dobrze. Ale skoro sonar pokazał Wam w lipcu coś nowego, to dlaczego czekaliście z wejściem pod wodę do stycznia? Nie korciło Was co to?
Powodów było kilka: wypadek samochodowy kolegi, do tego nasze sprawy prywatne i służbowe. Proszę pamiętać, że nurkowanie to też nasze hobby i musimy pogodzić wszystko. Pamiętajmy o kwestiach finansowych, każdy z nas do tej  „zabawy” dopłaca.

A czy gdzieś w historii odnotowano wypadek takiego samolotu w tym miejscu?
Nie. A przynajmniej nie ma nic w lokalnych dokumentach.

Kompletnie nic?
Nic. O odrzutowcu który spadł w okolicach lądu gdzieś w latach 60 czy 70-tych to wiedzieliśmy już od dawna. O tym nic. Zacząłem szukać i wydzwaniać do dawnych znajomych, którzy służyli „na Miedwiu” od początku. Każdy mówił „pierwsze słyszę”, czyli to musiało być przed powstaniem jednostki – gdzieś w latach 50-tych ubiegłego wieku. I wtedy Darek de Lorm zadzwonił do konsulatu rosyjskiego i tam dostaliśmy wszystkie informacje dotyczące katastrofy tego samolotu. Jak się okazało, to był dwumiejscowy radziecki samolot szkolno-bojowy MIG-15.

I co dalej z tym wrakiem?
Cała akcja ma być kontynuowana między innymi poprzez stowarzyszenie „Z Nami Bezpieczniej”, a ponieważ swój udział miało wspomniane wcześniej Jezioro Tajemnic, to Starosta Drawski oficjalnie przekazał sprawę Powiatowi Stargardzkiemu. Finansowo dołożyć ma się Urząd Marszałkowski. Reszta na pewno będzie się dziać w przeciągu najbliższych kilkunastu czy kilkudziesięciu miesięcy. Jednym z pomysłów ma być pozostawienie wraku w wodzie i zrobienie z tego atrakcji turystycznej. To ma być na taki ciekawy punkt do nurkowania. Innym rozwiązaniem będzie podjęcia wraku i ustawienia w jakimś muzeum czy innym ciekawym miejscu.

Pomysł atrakcji dla nurków brzmi świetnie. Co Ty na to?
Ja jako nurek byłbym na pewno zadowolony. Ja już go widziałem, a właściwie znalazłem, ale  pewnie na moim miejscu chciałby się znaleźć nie jedne miłośnik pływania po głębinach w skafandrze i z butlą.

Dziękuję za rozmowę.
Dzięki.
 
Video z nurkowania przy MIG-u:
https://www.youtube.com/watch?v=WtzNyXQHWJA

Na stronie akcji Jezioro Tajemnic, możemy przeczytać krótką historię związaną z katastrofą tego samolotu, przygotowaną przez przebywającego na emeryturze, byłego wojskowego Starszego Chorążego Sztabowego Jarosława Tomczaka.
To 2 osobowa wersja szkolno-treningowa (УТИ- Учебно-Тренировочный-Истребитель „Cпарка”) ze składu 159-go Noworosyjskiego pułku lotnictwa myśliwskiego Gwardii JW.40431( в/ч п/п 40431) stacjonującego w bazie lotniczej Kluczewo. Pilotem maszyny był d-ca 239-ej Baranowickiej Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego JW.55146(в/ч п/п 55146)  pułkownik Bałakin (полковник Балакин). Lot szkoleniowy odbył się w lipcu 1952r. Pułkownik Bałakin, przyjmował od st. leitenanta Sołominowa (?) egzamin, w strefie nad jez. (…). Wykonując jedną z figur wyższego pilotażu, MiG-15 UTI wpadł w płaski korkociąg, z którego dla tego typu maszyny praktycznie nie było możliwości wyjścia. Obydwaj piloci katapultowali się, mniej więcej po środku jeziora. Po opadnięciu na spadochronach na wody, st. leitenat rozebrał się i ściągnął buty. Woda w jeziorze była zimna, w nogi złapał go kurcz. Utonął. 50 letni pułkownik Bałakin nie zrobił tego i dopłynął do brzegu od strony m. W(…). Z powodu znacznego osłabienia stracił orientację w terenie i ugrzązł w przybrzeżnych trzcinach. Tam znaleźli go miejscowi rybacy z gospodarstwa rybackiego na W.(…)

Źródło: www.jeziorotajemnic.pl

 FOTO: Andrzej Bierca
 
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
Błękitni Stargard - Elana Toruń - GALERIA