ŁKS Coolpack Łódź wygrał niedzielny mecz w Stargardzie 107:71. Goście w ten sposób zapisali się w niechlubnej historii PGE Spójni. Od sezonu 2003/2004, od którego można znaleźć wyniki wszystkich rozegranych w tym czasie spotkań żaden inny zespół nie zdobył w stargardzkiej Hali OSiR tylu punktów. Oczywiście odnosimy się do seniorskiego zespołu Spójni występującego na ekstraklasowych i pierwszoligowych parkietach.
- Próbowaliśmy kilku rozwiązań taktycznych. Dla tych, którzy obserwują, to w baczny sposób widać było, że z tradycyjnej obrony, którą prezentowaliśmy w ostatnich 2-3 miesiącach przeszliśmy dużo w przekazywanie zasłon, podwajanie Collinsa, obronę strefową również w którymś momencie. Jeżeli działały któreś rozwiązania, to wynik pokazuje, że to było tylko doraźne działanie, a później ŁKS zawsze znajdował na to receptę. Wynik pokazuje, że w tych dwóch meczach byli od nas znacznie lepsi - powiedział na konferencji prasowej po niedzielnym spotkaniu trener Marek Popiołek.
Wtedy nie mieliśmy jeszcze świadomości, że pod względem liczby straconych punktów to najgorszy rezultat w najnowszej historii klubu w meczach rozegranych w Stargardzie. Poprzedni najgorszy wynik to mecz również rozgrywany 3 maja, ale 2023 roku w ostatniej kolejce Orlen Basket Ligi ze Startem Lublin. Tamten rezultat nie był jednak tak rażący, bo Biało-Bordowi przegrali 99:106. Bilans dwóch weekendowych spotkań jest zdecydowanie bardziej przerażający. Rywale wygrali każdą z ośmiu kwart, a w dwóch spotkaniach byli od PGE Spójni lepsi łącznie o 65 punktów. Trenera zapytaliśmy, czy różnica jakości obecnego składu stargardzkiej drużyny i zespołu z Łodzi jest aż tak duża? A może PGE Spójnia zagrała zdecydowanie poniżej oczekiwań i swoich możliwości?
- Nie uważam, że różnica jakości jest tak ogromna, jak wskazuje to wynik. W sobotę dłużej pozostawaliśmy w grze. Po pierwszej połowie było -10, ale z przebiegu gry i analizy wideo uważam, że mogliśmy coś więcej wycisnąć z tego. W trzeciej kwarcie zbliżyliśmy się na sześć punktów, ale końcówka trzeciej kwarty zadecydowała, że mecz się rozleciał. Taka jest specyfika meczów play-off rozgrywanych dzień po dniu, że z tyłu głowy trenerzy mają drugi mecz. Już w pewnym momencie, kiedy było wiadomo, że wynik jest rozstrzygnięty, trochę inaczej rotowaliśmy i staraliśmy się zachować energię graczy na niedzielny mecz. Myślę, że częściowo też dlatego wynik tak nam uciekł. W niedzielnym meczu ŁKS zagrał kosmiczne zawody. W perspektywie dwóch meczów myślę, że kondycyjnie ze względu na głębię swojego składu wyglądali znacznie lepiej na tym dłuższym dystansie - analizował trener PGE Spójni Stargard.
- Myślę, że gdybyśmy byli trochę spokojniejsi, niedzielny mecz mógł się dla nas ułożyć lepiej. Dochodziliśmy do niezłych pozycji rzutowych. Kilku graczy było podłączonych pod grę. Przestrzeliliśmy sporo rzutów wolnych. Skuteczność ŁKS-u była wręcz kosmiczna. To im pozwoliło złapać niesamowitą pewność siebie i grać na bardzo wysokim poziomie. Czy zagraliśmy poniżej oczekiwań? Poniżej moich na pewno tak, bo wierzyłem, że jesteśmy w stanie wycisnąć z tych meczów więcej. W pierwszej kolejności staram się patrzeć na siebie również krytycznie. Zastanawiam się, co było nie tak, jeżeli chodzi o przygotowanie do tych dwóch spotkań. Wyciągnęliśmy jakieś wnioski z pierwszego meczu. Pod względem tego, co było realizowane na boisku, pierwsza połowa uważam, że nie oddawała tego, jaki był wynik natomiast wynik jest dla nas bezlitosny - dodał szkoleniowiec stargardzkiej drużyny.
- Przez cały sezon skrupulatnie staramy się przygotowywać do każdego kolejnego meczu. Nawet po takich dotkliwych porażkach nie poddajemy się i po prostu koncentrujemy się na kolejnym meczu, aby przygotować się jak najlepiej, zaprezentować się znacznie lepiej i rywalizować jak równy z równym z zespołem z Łodzi. Oczywiście mamy w sobie dumę, jako sportowcy i nie do zaakceptowania jest dla mnie, jako dla trenera wynik takich dwóch spotkań. Jak zwykle przeprowadzimy dogłębną, krytyczną analizę odnośnie tego, co nie działało w naszej grze i jakie błędy zostały popełnione, z których mogły wynikać celne rzuty za trzy ŁKS-u. Walczymy o to, aby w trzecim meczu zaprezentować się lepiej. Sytuacja kadrowa jest, jaka jest. Graczy bardzo dużo kosztuje ta walka na boisku. Nie mam zastrzeżeń, jeżeli chodzi o zaangażowanie graczy, natomiast jako trener oceniam to sobie sam i biorę odpowiedzialność za te wyniki. Nie wyobrażałem sobie, że będą one takie w tych pierwszych dwóch meczach. Musimy coś zrobić, aby zaskoczyć ŁKS w trzecim meczu i jeszcze powalczyć w tej serii - zapowiedział trener PGE Spójni Stargard.
- Zespół z Łodzi był od nas lepszy. Pokazali to na parkiecie. Trafili szalone 17 "trójek". Ciężko było nam wygrać ten mecz. Jedyne co to mogę obiecać, że naprawdę zrobimy wszystko, żeby każdy kolejny mecz wygrać, że nie będziemy zwieszać głów. Będziemy walczyć do końca i pomimo tego, że stan rywalizacji wynosi 0:2, zrobimy wszystko, żeby jeszcze odwrócić losy tej serii i pokazać się z jak najlepszej strony w Łodzi. Pomimo tego, że wynik jest, jaki jest, uważam, że naprawdę zostawiliśmy kawał serca. Bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz, ale liczby pokazują, że zespół z Łodzi był lepszy - dodał skrzydłowy PGE Spójni, Wojciech Czerlonko.
- Zaczęliśmy ten mecz naprawdę dobrze, ale jeżeli zespół z Łodzi w pierwszej kwarcie trafia dziewięć rzutów za trzy punkty, to ciężko nawiązać walkę, jeżeli następują takie rzeczy. Oczywiście to jest tak zwana jakość zawodników tamtego zespołu, ale uważam, że jeżeli my wyjdziemy na takim samym poziomie agresywności, jak wyszliśmy na początku tego meczu to jesteśmy w stanie nawiązać walkę z zespołem z Łodzi - podsumował koszykarz, który zdobył dla stargardzkiej drużyny najwięcej punktów.

Materiał sponsorowany





