Dzisiaj jest: 11.5.2026, imieniny: Igi, Mamerta, Miry

PGE Spójnia Stargard po wysokiej porażce. Niedzielny mecz będzie inny?

Dodano: tydzień temu Autor:
Redakcja poleca!

Koszykarze PGE Spójni Stargard muszą szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

PGE Spójnia Stargard po wysokiej porażce. Niedzielny mecz będzie inny?

Koszykarze PGE Spójni Stargard muszą szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W kluczowych meczach sezonu 2025/2026 zagrają bez najlepszego strzelca, Jalena Ray'a oraz najlepszego obrońcy, Szymona Szmita. Klub przed sobotnim pojedynkiem z ŁKS Coolpack Łódź opublikował raport medyczny, który nie pozostawia wątpliwości.

Jalen Ray doznał urazu mięśnia dwugłowego. Kontuzja wyklucza go z gry na najbliższe 4 tygodnie, co w praktyce oznacza, że nie zagra już w obecnym sezonie. Uraz mięśnia płaszczkowatego oznacza, że sezon zakończył się również dla Szymona Szmita.

- Powiedziałem zespołowi, że jedną rzeczą jest to, jaki ma to wpływ na nas, jako drużynę. Wiadomo, że chcielibyśmy grać w pełnym składzie. Nie zapominajmy jeszcze o tym, że Olek Jęch jest poza składem od lutego i to nam uszczupliło rotację podkoszową. Jeżeli chodzi o wpływ na naszą drużynę, to sobie ocenimy po zakończonej serii. W sobotę to wyglądało źle, natomiast ja mam pełną wiarę, że w niedzielę zagramy znacznie lepiej, będziemy w stanie stawić czoło ŁKS-owi i namieszać w tej serii. Jeżeli chodzi o kontuzje, które się wydarzyły ostatnio przede wszystkim szkoda mi tych chłopaków. Włożyli mnóstwo pracy w to, aby grać jak najlepiej dla tej drużyny, robić postępy indywidualne. Myślę, że państwo widzieli, jak rozwija się jeden i drugi i jak wyglądaliśmy dobrze, kiedy oni byli w składzie. Dla tych dwóch koszykarzy to jest smutna sytuacja, że takie kontuzje przydarzyły się w takim momencie i uniemożliwiają im grę - skomentował na pomeczowej konferencji prasowej trener Marek Popiołek.

PGE Spójnia Stargard przegrała pierwszy półfinałowy pojedynek w Bank Pekao S.A. 1 Lidze aż 66:95. - Oczywiście nie tak sobie wyobrażałem to spotkanie. Wiedzieliśmy, jak taktycznie gra ŁKS. Mieliśmy odpowiednio dużo czasu, żeby zadbać o te priorytetowe rzeczy. W pierwszej połowie dosyć dobrze funkcjonowało wiele elementów naszej gry. Ograniczaliśmy swoje straty. Nie pozwalaliśmy na zbyt dużo kontrataków. Mieliśmy pewne problemy ze zbiórką, natomiast brakowało nam skuteczności, bo tylko dwie trafione "trójki" w pierwszej połowie. Mieliśmy dobry moment w trzeciej kwarcie, kiedy zeszliśmy na sześć punktów. Później znowu nasze straty i punkty z kontrataku, którymi daliśmy się napędzić rywalowi, spowodowały, że wynik szybko nam uciekł - analizował trener stargardzkiej drużyny.

- Słabo zareagowaliśmy. Nie byliśmy tak naprawdę w stanie wrócić do tego spotkania i wydawało się, że ŁKS ma je pod kontrolą. Nie daliśmy rady z intensywnością, którą ŁKS zaprezentował. Mieliśmy duże problemy z konstruowaniem naszego ataku tak, aby działo się to w sposób płynny natomiast teraz sztuką będzie to, abyśmy mentalnie szybko przygotowali się na kolejne wyzwanie. W play-offach tak często bywa, że jeden i drugi mecz mogą być kompletnie inne. Nie mam zastrzeżeń do tego, jak zaangażowani byli nasi gracze. Nie wystarczyło nam może sił i pomysłu, aby z ŁKS-em rywalizować przez 40 minut, ale wierzymy w to, że w niedzielę będzie zupełnie inaczej - dodał Marek Popiołek.

Sobotni pojedynek skomentował również Wiktor Rajewicz, który zdobył 10 punktów. - Dziękuję bardzo kibicom za wsparcie do samego końca. Wiemy, że przy takim wyniku ciężko się ogląda spotkanie, ale oni cały czas nas wspierają. Liczymy na nich w niedzielę, że nas poniosą do zwycięstwa. Musimy przeanalizować to spotkanie. Zobaczyć z chłodną głową, co dokładnie nie funkcjonowało. Na pierwszy rzut oka na pewno widać, że punkty ze strat oraz zbiórki, ale na pewno nie możemy nam zarzucić, że nie walczyliśmy, nie staraliśmy się. Wracamy trochę oczyścić głowy, spotkać się w niedzielę, przeanalizować co zrobiliśmy źle i walczymy o 1:1 na swoim parkiecie - powiedział koszykarz PGE Spójni Stargard.

W play-offach czasu na rozpamiętywanie i analizę jest bardzo mało. W piątek dowiedzieliśmy się, że będzie go jeszcze mniej. Pierwotnie również niedzielny pojedynek miał rozpocząć się o 20:00, ale został przesunięty na 18:00. Pytany o tę sprawę trener podobnie, jak prezes PGE Spójni, Tomasz Szymczak, nie chciał szerzej odnosić się do sytuacji, która na pewno nie pomoże drużynie z tak okrojonym, praktycznie ośmioosobowym składem.

- Nie za bardzo na ten temat chcę się wypowiadać. Z tego, co wiem, nie tylko klub ma wpływ na godziny rozgrywania spotkań. Nie mamy decydującego wpływu, o której godzinie rozgrywane są mecze. Gra dzień po dniu sama w sobie jest bardzo trudna, ale mam nadzieję, że szybko się zregenerujemy i zrobimy wszystko, co można zrobić, aby być przygotowani tak dobrze, jak można być - zaznaczył Marek Popiołek.

Jaki wpływ na drużynę będzie miała ta pozornie niewielka, a może jednak znacząca zmiana? - Wszystko ma wpływ i na nas i na ŁKS, ale jaki to będzie wpływ, zobaczymy w niedzielę. Myślę, że dwie godziny w jedną, czy drugą stronę to nie są kwestie decydujące o tym, jak będzie wyglądało spotkanie. My jesteśmy od tego, aby dostosować się do terminarza i przygotować się tak, abyśmy grali najlepiej, jak to możliwe. Nie ma potrzeby szukania wymówek. Koncentrujemy się na tym, żeby zagrać lepiej w koszykówkę niż w sobotę - podsumował Marek Popiołek.

Na koniec przypominamy, że niedzielny mecz rozpocznie się o godz. 18:00, a decydujący głos w sprawie terminarza w tym również godzin rozpoczęcia poszczególnych spotkań ma organizator rozgrywek, czyli Polski Związek Koszykówki. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że również drugi półfinał rozpocznie się o tej samej porze, więc kibice śledzący mecze w internetowych transmisjach będą musieli wybierać, które spotkanie obejrzą na żywo.

 


 

Materiał sponsorowany

Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
VIII Niebieski Bieg. Fotorelacja