PGE Spójnia Stargard od lat szczyci się szkoleniem młodzieży i osiąga sukcesy w różnych kategoriach wiekowych. Również jednak od wielu lat młodzi koszykarze mają problem, żeby później odnaleźć się w profesjonalnym baskecie. Szczególnie w swoim macierzystym klubie. Nie zmieniło się to po spadku z Orlen Basket Ligi, gdzie mogłoby się wydawać, że szans na grę i zbieranie cennego doświadczenia na nieco niższym, ale nadal wymagającym poziomie będzie trochę więcej.
Oczywiście podstawowym koszykarzem PGE Spójni był jej wychowanek Szymon Szmit. On jednak swoją pozycję na pierwszoligowych parkietach zbudował już w ostatnich latach w GKS-ie Tychy. Do Stargardu wracał nie tylko jako wychowanek, ale już gracz ceniony na tym poziomie rozgrywkowym. Inni na taki status muszą sobie dopiero zapracować, ale w zakończonym sezonie nie mieli na to wielu okazji. Najważniejsza była zakończona ostatecznie niepowodzeniem walka o powrót do Orlen Basket Ligi.
- Cel, który mieliśmy, postawiony był taki, aby wycisnąć maksimum sportowo z tej drużyny i walczyć o awans. Nie mieliśmy celu, aby wejść do play-off, ale ogrywać też młodych graczy. Gdyby taki był, to byśmy to robili albo ktoś inny by to robił. Wiem, że dla środowiska bardzo ważne jest to, żeby wychowankowie odgrywali rolę w Spójni i myślę, że wszyscy możemy być dumni z Szymona Szmita, który takim wychowankiem jest, ale to pokazuje, dlaczego Szymon Szmit grał tak dobrze w tym sezonie. Odszedł z klubu w pewnym momencie. Nabrał nowych doświadczeń. Przetestował się na trudnym terenie w innym środowisku. Zdobył potrzebne doświadczenie do tego, żeby trafić tutaj jako już uformowany zawodnik. Dużo jest przed chłopakami młodymi. Bardzo się cieszyłem, kiedy Bartek Góralski został powołany na szeroką kadrę juniorów i teraz wszystko jest w ich rękach. Wiemy mniej więcej, czego można od nich oczekiwać, ale w ich rękach, głowach i nogach jest to, aby robić postępy - tłumaczy trener Marek Popiołek.
Na pierwszoligowych parkietach zagrało czterech młodych koszykarzy PGE Spójni, ale były to epizody. Przytoczmy ich liczby. Mikołaj Hensler pojawił się w siedmiu meczach (łącznie 15 minut i 42 sekundy). Zdobył łącznie cztery punkty. Bartosz Góralski wystąpił w sześciu meczach (14 minut i 31 sekund) i również zdobył cztery punkty. Jakub Wojdak zagrał w czterech meczach (8 minut i 57 sekund) zdobywając dwa punkty. W tym czasie wykorzystał 2/2 rzutów wolnych i nie oddał żadnego rzutu z gry, podczas, gdy Hensler i Góralski mieli 2/6 celnych prób z gry.
- Mieli lepsze i gorsze momenty, ale myślę, że każdy z nich zrobił ogromne postępy, grając w drugiej lidze i rywalizując codziennie na treningach w pierwszej lidze. Każdy z nich zdobył punkty już na szczeblu seniorskim. To jest wielka sprawa dla tych młodych graczy - skomentował krótko trener PGE Spójni Stargard. Tylko w dwóch meczach (2:14) pojawił się Mateusz Bryła, który nie zdobył punktu. Później najstarszy z tej grupy obecnie 20-letni koszykarz nie pojawiał się już nawet w składzie. Dlaczego? - Rozpoczynał z nami sezon, ale później z powodu swojej decyzji został przekierowany do drugiej ligi, bo trochę może to były to też za wysokie progi, żeby uczestniczyć we wszystkich treningach - zaznacza Marek Popiołek.
Czy młodzi koszykarze PGE Spójni Stargard dostaną więcej szans w kolejnym sezonie? Trener nie daje na to gwarancji. - Z szacunkiem podchodzę do tego, jak wyglądają drużyny młodzieżowe Spójni. Ten sukces graczy 15-letnich jest kolejnym dowodem na to, natomiast bardzo skomplikowany jest proces wprowadzenia takiego gracza do ekipy seniorskiej. Bartek Góralski, Kuba Wojdak i Mikołaj Hensler robili, co mogli. Mieli lepsze i gorsze momenty, co też jest zrozumiałe, jeżeli chodzi o taką codzienną pracę z całą drużyną. Mam nadzieję, że będą się rozwijali, natomiast też nie chcę dawać gwarancji, zapewnień. Nie tędy droga. Wszystko sobie trzeba wywalczyć. Była druga liga tutaj i poprzez spotkania w drugiej lidze też należy pokazać, że jest się gotowym do tego, aby zapukać do bram pierwszego zespołu. Trzeba się na tym niższym poziomie bardzo mocno wyróżniać, jednocześnie łącząc to z treningami i rywalizacją w pierwszej drużynie, aby zapracować na te minuty - analizuje Marek Popiołek.
Sprawdźmy, więc, jak młodzi koszykarze poradzili sobie w zakończonym sezonie na drugoligowym poziomie. PGE Spójnia Vario II Stargard wygrała tylko dwa z 30 spotkań, zajmując ostatnie miejsce w Grupie A. Mikołaj Hensler w 26 meczach zdobywał średnio po 15,4 punktu oraz 2,9 zbiórki. Bartosz Góralski rozegrał tylko 18 spotkań, bo część sezonu opuścił ze względu na kontuzję. Skrzydłowy mierzący 190 cm osiągnął średnie statystyki na poziomie double-double (15,4 punktu i 10,1 zbiórki). Jakub Wojdak do 13,8 punktu dokładał 3,7 asyst, ale również tyle samo strat. Z dobrej strony pokazał się też inny rozgrywający. Marcel Ziemięcki zdobywał 12,2 punktu oraz 3,6 asysty.
Czy to są osiągnięcia pozwalające myśleć o włączeniu młodych graczy do regularnej rotacji pierwszoligowej drużyny? W zespole walczącym ponownie o powrót do Orlen Basket Ligi może być o to trudno. W ostatnim sezonie największym sukcesem akademii PGE Spójni Stargard było mistrzostwo Polski do lat 15. W pozostałych kategoriach wiekowych zespoły przebiły się do rozgrywek ogólnopolskich. Juniorzy i juniorzy starsi odpadli jednak już na etapie ćwierćfinałów. Juniorzy po raz pierwszy awansowali również do Centralnej Ligi Juniorów, ale tam wygrali tylko jeden z 11 meczów i zajęli ostatnie, 12. miejsce. Do półfinałów mistrzostw Polski, czyli najlepszej szesnastki awansowała najmłodsza drużyna PGE Spójni, czyli występująca w kategorii do lat 13.
Za kilka lat osiągnięte wyniki będą już tylko miłym wspomnieniem. Najistotniejsze będzie ilu z młodych graczy zdoła przebić się na profesjonalny poziom. W PGE Spójni Stargard lub w innym miejscu, bo koszykarskich dróg jest wiele. Również takich, jaką ponad 20 lat temu wybrał kończący po obecnym sezonie karierę Adam Hrycaniuk, który po debiucie w stargardzkiej drużynie na ekstraklasowych parkietach wyjechał na studia do USA. Później wrócił do Polski i przez kilkanaście lat grał w czołowych klubach z Gdyni i Zielonej Góry, walcząc regularnie o mistrzostwo Polski. Do PGE Spójni podobnie, jak inny słynny wychowanek i reprezentant Polski, Paweł Leończyk już nigdy nie wrócił.
- My się nawet jako klub mierzymy z takimi problemami, że też wielu młodych koszykarzy w pewnym momencie staje przed życiowymi wyborami. Jest kwestia podjęcia studiów, przeprowadzki do innego miasta i to też nie ułatwia tego, aby oni tak harmonijnie rozwijali się tylko w Spójni. Dużym wyzwaniem jest prowadzić akademię od najmłodszych roczników po drużynę u19 albo grającą nawet w drugiej lidze. Czapki z głów przed ludźmi, którzy robią to w Stargardzie, bo drużyny młodzieżowe Spójni naprawdę odnoszą dobre wyniki w rozgrywkach ogólnokrajowych, ale niestety tylko perełki sięgną pierwszego zespołu - podsumował trener Marek Popiołek.

Materiał sponsorowany





