Koszykarze PGE Spójni Stargard zakończyli sezon 2025/2026 na trzecim miejscu w Bank Pekao S.A. 1 Lidze. Na konferencji prasowej po ostatnim pojedynku trener Marek Popiołek podsumował minione rozgrywki. Zdecydowanie więcej było jednak już o planach na przyszłość.
- Cały sezon oceniam pozytywnie, bo zakończyliśmy go zdobyciem brązowego medalu. Zabrakło nam trochę szczęścia, bo nie wiemy, jak ta drużyna wyglądałaby, gdyby była w całej okazałości w tych najważniejszych meczach natomiast oczywiście wyciągamy na bieżąco wnioski i wyciągniemy takie całościowe po zakończeniu tego sezonu tak, aby w przyszłości móc zbudować, jak najlepszą drużynę i walczyć o wygranie ligi - zaznaczył szkoleniowiec PGE Spójni Stargard.
- Mecze o trzecie miejsce są trochę trudne. Dwa zespoły były na pewno rozczarowane, że odpadły z rywalizacji o najważniejsze trofeum natomiast myślę, że stworzyliśmy w tych meczach bardzo ładne spektakle koszykarskie. Było dużo emocji i ostatecznie to my zasłużyliśmy na brązowy medal. Bardzo się cieszę, że w ten sposób kończymy sezon. Bardzo istotna była walka na zbiórkach i aż 20 zbiórek ofensywnych mojego zespołu. To element, który myślę, że mocno poprawiliśmy w trakcie sezonu. Żaden z moich graczy nie odpuścił a każdy dołożył się do tego zwycięstwa - dodał Marek Popiołek.
- Widziałem dużo radości w oczach naszych kibiców, bo jednak coś tu po nas już zostanie. Są brązowe medale. Jest puchar za trzecie miejsce, który można do gabloty klubowej postawić. Myślę, że dla nas wszystkich jest to sukces, bo cała runda zasadnicza w obliczu naszych problemów, a także wyzwań związanych z tym, że trzeba było skonstruować całkowicie nową drużynę, to potrzebowaliśmy czasu, aby nauczyć się ze sobą grać, i aby ta drużyna zaczęła funkcjonować tak, jak powinna. Zakończyliśmy w bardzo dobrym stylu rundę zasadniczą. Mieliśmy trochę problemów w pierwszej rundzie play-off i powinniśmy ją lepiej rozegrać natomiast gdyby nie te kontuzje to nie mam powodów myśleć, że nie walczylibyśmy do samego końca o awans - kontynuował trener Biało-Bordowych, który potwierdził już plany odnośnie najbliższej przyszłości.
- Mam kontrakt ze Spójnią na kolejny sezon, także nie mogę się go już doczekać. Mam nadzieję, że będzie lepszy niż ten. Koncentrowaliśmy się oczywiście na tym, żeby wyciągnąć maksimum z tych rozgrywek z racji szacunku do swojej pracy, a także wobec kibiców i całego środowiska w Stargardzie chcieliśmy zdobyć brązowy medal. To było priorytetem, natomiast okres jest na tyle specyficzny, że dokonujemy już pewnych ocen, podsumowań. Może nie byliśmy bardzo aktywni, jeżeli chodzi o działanie na rynku transferowym, gdzie inne kluby wiadomo, że ogłaszają podpisanie kontraktów z poszczególnymi graczami. Monitorujemy sytuację na rynku, w pierwszej kolejności przyglądając się graczom, którzy są w Spójni. Niektórym nie koszykarzom, ale bardziej ich agentom daliśmy sygnały odnośnie tego, jak mogłaby wyglądać ta drużyna w przyszłym sezonie, ale jeżeli chodzi o konkrety jest trochę wcześnie - wyjaśnił Marek Popiołek.
Czy bazując na doświadczeniach z zakończonego sezonu, trener będzie chciał zmienić model budowy drużyny, czy będzie on zbliżony do tego, co stworzył rok temu? Jakie wnioski zostały wyciągnięte z zakończonej niedawno rywalizacji?
- Ja mogę sobie coś planować oczywiście w porozumieniu z innymi osobami pracującymi w klubie i wyciągać wnioski, ale decyduje też rynek, dostępność koszykarzy i również budżet. Nie raz jest tak, że ten produkt finalny, jeżeli chodzi o budowę zespołu, powinien być, ale nie jest takim bardzo dokładnym odzwierciedleniem tego, co chciałoby się zbudować. Rywalizacja w play-off i to natężenie meczów przy tym jeszcze przyspieszonym sezonie myślę, że to też miało wpływ, że nie wszyscy nasi koszykarze zdrowi ten sezon zakończyli. Na pewno trzeba mieć szerszy skład i więcej atletyzmu w drużynie. To są rzeczy, które przychodzą na myśl dosyć szybko. Nie powiem, na których pozycjach preferowalibyśmy ściągać graczy zagranicznych. Pewnie to jest ciekawy temat, ale zależy przede wszystkim od dostępności graczy z polskim paszportem. Zaczęliśmy sobie już tę pracę robić, natomiast sam jestem bardzo ciekaw, w jakim to kierunku pójdzie - podkreślił trener PGE Spójni Stargard.
Sezon się skończył, a to oznacza, że kibice PGE Spójni Stargard mogą już ponownie zacząć marzyć o powrocie do Orlen Basket Ligi. Nawet najbardziej ambitne plany nie będą jednak łatwe do zrealizowania. Czasy, gdy tylko jeden zespół i to nieśmiało zgłaszał swoje aspiracje do awansu dawno już minęły. Obecnie chętnych jest zdecydowanie więcej i na ten moment nawet trudno wskazać, kto może być w czołówce Bank Pekao S.A. 1 Ligi.
- Jeszcze raz chciałbym zaznaczyć, że wygranie jakiejkolwiek ligi jest ogromnym wyzwaniem. W tym sezonie było 17 ekip. Byliśmy lepsi od 14, gorsi niż te dwie najlepsze. Wszyscy bardzo mocno rywalizują. Przed sezonem nikt nie wymieniał ŁKS-u w gronie faworytów do awansu. Są też pewne rzeczy, które dzieją się w trakcie i które nie sposób przewidzieć. Wiadomo, że w sporcie liczy się prawie tylko wygrywanie i tylko ten zwycięzca, który zostaje na końcu sam, podnosi puchar. Jaka będzie liga, tego nie wiemy. Pracując w pierwszej lidze od kilku lat widzę, jak ta liga rośnie i z tego się przede wszystkim bardzo cieszę. Jest coraz więcej prestiżu związanego z tym, jak wyglądają mecze Pierwszej Ligi. Coraz lepsi koszykarze podpisują kontrakty w poszczególnych zespołach. Nie sposób nawet teraz przewidzieć, kto dokładnie będzie najmocniejszy albo wskazywany w gronie głównych faworytów do awansu. Jest jeszcze wcześnie. Zobaczymy, jak konstruowane będą zespoły. Na pewno ludzie w Spójni są bardzo ambitni. My też tacy będziemy i będziemy starali się zbudować jak najmocniejszy zespół z takim celem, aby walczyć o awans. Tak ja sobie to wyobrażam, jako trener i takie są wczesne plany, jeżeli chodzi o to, o czym rozmawiamy w gabinetach - zdradził Marek Popiołek.
- Nastawiamy się wszyscy na to, że wyciągamy odpowiednie wnioski z tego, co widzieliśmy w tym sezonie i staramy się zbudować drużynę mocniejszą. Jest to logiczne, że być może ten budżet będzie większy. Mam nadzieję, że tak będzie, natomiast nie jest tak, że ja jako trener dostaję określony budżet na wszystkie ruchy kadrowe. Planujemy pewne wartości. Wiemy, jaka jest sytuacja na rynku, którzy gracze nas interesują. Mam taką świadomość i pewność, że prezesi robią wszystko, co w ich mocy, żeby stworzyć takie warunki, abyśmy mogli sobie pozwolić na tych graczy, których będziemy chcieli pozyskać, którzy przyjdą tu z misją wywalczenia awansu - kontynuował trener PGE Spójni Stargard.
Jaki wpływ ma on na konstrukcję zespołu? W poprzednich latach dużo mówiło się o tym, że pełną odpowiedzialność za to brali trenerzy, jednak w praktyce nie mieli oni pełnej decyzyjności w doborze graczy. Marek Popiołek wyjaśnił, jak wyglądało to przed sezonem 2025/2026.
- Rok temu mieliśmy bardzo szybko sprecyzowany budżet na wynagrodzenia i w ramach tego budżetu budowaliśmy drużynę. Wszyscy gracze, którzy podpisali kontrakt przed sezonem, byli wybrani przeze mnie i każdy z nich tu trafił, bo chciałem tego. Tylko sytuacja Szymona Szmita była taka, że nie tylko ja go chciałem, ale wszyscy ze względu na to, że jest wychowankiem Spójni. Myślę, że dla wszystkich to był bardzo dobry ruch i moment, że Szymon po trzech latach spędzonych w innych klubach mógł wrócić do Stargardu i być ważną częścią Spójni. Podpisuję się pod każdym graczem, którego Spójnia podpisała przed sezonem i oczywiście w trakcie sezonu - powiedział trener PGE Spójni Stargard. A jak będzie to wyglądało przed sezonem 2026/2027?
- Mamy pewne plany. Wiemy mniej więcej, których graczy będziemy chcieli zatrzymać, a których byśmy chcieli pozyskać, tylko to znowu jest trochę płynne, bo to jest efekt domina. Jeżeli coś się uda, to wiemy, w jaką stronę iść, ale jeżeli zainwestujemy w gracza z innej pozycji, bo będzie akurat dostępny to wybierzemy trochę inny wariant budowy drużyny - zaznaczył trener, który wyjaśnił również, że nie da się wycenić ile może kosztować zbudowanie zespołu na awans do Orlen Basket Ligi.
- Dostałem kiedyś takie pytanie nawet przed podjęciem pracy w Spójni ile pieniędzy potrzeba, aby awansować. Nie ma takiej kwoty. Można sobie to wycenić, jeżeli ma się taką wiedzę, jak to było w zeszłym roku w przypadku drużyny z Krosna. Można jeszcze wrócić o dwa lata, jak to było w przypadku Górnika Wałbrzych, ale to już są wartości, które nie mają większego znaczenia dla tego, co jest w tym sezonie albo będzie w przyszłym. Nie wiedzieliśmy choćby o tym, że ŁKS okaże się być aż tak mocny. Trudno mi było przewidzieć, że do Pierwszej Ligi będą trafiali tacy koszykarze, jak Karol Gruszecki, Sebastian Kowalczyk, Mateusz Bartosz, czy do nas Kuba Karolak. To było przed sezonem nie do przewidzenia - podsumował Marek Popiołek.

Materiał sponsorowany





