Dzisiaj jest: 2.5.2026, imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta

Mecz nieoczywistych bohaterów. Trener PGE Spójni Stargard wskazał na dwóch koszykarzy

Dodano: 2 dni temu Autor:
Redakcja poleca!

PGE Spójnia Stargard wygrała z Decką Pelplin 93:78 i awansowała do półfinału Bank Pekao S.A. 1 Ligi.

Mecz nieoczywistych bohaterów. Trener PGE Spójni Stargard wskazał na dwóch koszykarzy

PGE Spójnia Stargard wygrała z Decką Pelplin 93:78 i awansowała do półfinału Bank Pekao S.A. 1 Ligi. Po 17 punktów zdobyli Wojciech Czerlonko i Jakub Karolak, a po 13 "oczek" rzucili Jalen Ray oraz Igor Wadowski. Trener Marek Popiołek na pomeczowej konferencji prasowej wspomniał jednak o koszykarzach, którzy na parkiecie nie spędzili nawet 10 minut. Oni jednak również dołożyli sporą cegiełkę do zwycięstwa.

- Wiktor Rajewicz dał świetny impuls w drugiej połowie, ale też warto wspomnieć, jak bardzo Paweł Kopycki nam pomaga w drugiej części sezonu. On bardzo solidnie przepracował cały sezon. Nie podłamywało go, to kiedy grał bardzo mało minut albo nie grał w meczach. Teraz gra nominalnie nie do końca na swojej pozycji. Uzupełniając brak Olka Jęcha świetnie sobie radzi, daje nam mnóstwo energii. Tak, jak powiedziałem zawodnikom w szatni. Gdyby któregoś z nich zabrakło, może byśmy tego nie zrobili. Wszyscy, którzy tam byli w perspektywie całego sezonu nam pomogli, a ten mecz miał nieoczywistych bohaterów również ze względu na kontuzje i problemy z faulami. Staramy się przygotowywać zawodników na sytuacje nieoczekiwane. Pewnie najlepszym przykładem jest Wojtek Czerlonko, który grał praktycznie na wszystkich pozycjach w perspektywie całego sezonu - zaznaczył Marek Popiołek.

- Ogromne gratulacje dla naszych zawodników. Przede wszystkim jestem z nich bardzo dumny. Wygrana seria play-off, gdzie każdy mecz waży podwójnie. Nawet stres towarzyszący spotkaniom wchodzi na zupełnie inny poziom. Wiedzieliśmy, że mierzymy się z drużyną, która gra bardzo szybko i agresywnie, a także ma młody, atletyczny skład. W takiej serii, gdzie się gra dzień po dniu zespół z Pelplina był dla nas trudnym przeciwnikiem. W każdym spotkaniu wychodziliśmy na dość duże prowadzenie. Dwa razy niestety je traciliśmy i przegrywaliśmy mecze, ale w konsekwencji uważam, że drużyna dzięki temu też rośnie. Drużyna potrafiła dobrze się przestawić mentalnie znowu na walkę na kolejne spotkania. W środę to było widać od początku. Świetna pierwsza połowa w naszym wykonaniu. Każdy gracz, wchodząc na parkiet, pomagał, a później świetny moment miał choćby Wiktor - komentował trener PGE Spójni Stargard.

Dla Biało-Bordowych w obecnym stuleciu jest to trzynasty sezon na pierwszoligowych parkietach. Oczywiście biorąc pod uwagę, jak mocny na papierze skład zbudowano w Stargardzie, sam awans do czołowej czwórki nie jest wielkim osiągnięciem, ale historycznie to jeden z najlepszych rezultatów na tym poziomie. We wspomnianym okresie klub tylko dwa razy przechodził pierwszą rundę play-off. Były to zespoły prowadzone przez trenera Krzysztofa Koziorowicza. W 2017 roku skończyło się trzecim miejscem, bo w półfinale lepsza była Legia Warszawa, a rok później to już dobrze pamiętany awans do Orlen Basket Ligi.

- Okoliczności były bardzo trudne. Mówię o problemach z faulami i kontuzjami, natomiast taktycznie uważam, że byliśmy dobrze przygotowani we wszystkich meczach. Wiedzieliśmy, co mamy robić. Wytrzymaliśmy też fizycznie całe spotkanie. To wejście do czwórki to jest nie tylko efekt dwóch ostatnich tygodni, ale nagroda za cały dobry sezon zasadniczy, bo rozgrywać piąty mecz u siebie to też jest atut - podkreślił trener Biało-Bordowych.

Koszykarze PGE Spójni Stargard ponownie mieli problemy z przewinieniami i już w trzeciej kwarcie zagrożeni opuszczeniem parkietu byli Igor Wadowski i Jakub Karolak. W takiej sytuacji trener na dłuższy moment musiał ich posadzić na ławce rezerwowych a do gry wpuścić zmienników.

- Bardzo trudno grać, jeżeli ma się zbyt dużo fauli. Niechlubny rekord mieliśmy ostatnio w czwartym meczu w Pelplinie. Tam były aż 32 nasze przewinienia. Teraz jest 25. Naszym koszykarzom bardzo zależy, aby te mecze wygrywać. Nie można odmówić im waleczności, zaangażowania i tego, że chcą grać w sposób twardy. Wszystko jest połączone. Drużyna z Pelplina gra bardzo szybko, często stara się grać jeden na jeden w kontrataku i dostaje się pod obręcz. To jest specyfika serii. Drugą rzeczą jest oczywiście kontrolowanie naszych emocji. Cieszę się z tego, że nasi koszykarze mają tych emocji zbyt dużo, niż mieliby ich mieć zbyt mało. Teraz naszą mądrością jest też to żeby w odpowiednich momentach meczu utrzymać nerwy na wodzy. Po prostu skupiać się na graniu i nie robić fauli w niepotrzebny sposób. Z drugiej strony taki mamy styl gry i naszej defensywy, że pewne rzeczy chcemy zabierać rywalowi za wszelką cenę - tłumaczył Marek Popiołek.

Wygranym tej trudnej sytuacji był Wiktor Rajewicz. Jego trafienia (12 punktów) pozwoliły utrzymać przewagę. - Bardzo trudna seria zakończona happyendem dla nas. Pokazaliśmy naprawdę duże serce, zaangażowanie i od pierwszych minut nie daliśmy wyrwać sobie tego zwycięstwa. Na początku pierwszej i na początku trzeciej kwarty wybiliśmy Decce koszykówkę z głowy i pokazaliśmy, kto tutaj bardziej chce być w czwórce. Uważam, że takie mecze wygrywa się właśnie charakterem i tym, co pokazaliśmy. Drużyny się znają jak łyse konie, bo zagraliśmy siedem meczów w tym sezonie i nie taktyka, tylko właśnie zaangażowanie zadecydowało, że my jesteśmy w półfinale, a nie Decka - ocenił koszykarz PGE Spójni Stargard, który również wypowiedział się na konferencji prasowej.

- Trzeba być gotowym. Cały czas na treningach, czy na ławce jestem gotowy. Daję z siebie 100%. Tak samo trener powiedział, że mam być gotowy. Cały czas o tym myślałem. Byłem przygotowany. Wszedłem zrobiłem swoją robotę - podsumował swoje wejście Wiktor Rajewicz.

Foto: Tomek Burakowski

 


 

Materiał sponsorowany

Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
Czwartkowe Wieczory Muzyczne: Chopin. Fotorelacja