Dzisiaj jest: 18.6.2021, imieniny: Elżbiety, Marka, Pauli

24. rocznica katastrofy kolejowej w Reptowie

Dodano: miesiąc temu Autor:

W dniu dzisiejszym przypada 24. rocznica katastrofy kolejowej w Reptowie.

24. rocznica katastrofy kolejowej w Reptowie

5 maja 1997 roku o godzinie 12.25 część wagonów pociągu pośpiesznego  BARBAKAN relacji Świnoujście – Kraków Główny na skutek zmiany położenia zwrotnicy rozjazdu wjechała na tor 4, uderzając w stojący na nim pociąg towarowy relacji Szczecin Gumieńce – Dąbrowa Górnicza. Zdarzenie nastąpiło na stacji kolejowej Reptowo. Śmierć poniosło 12, a rannych zostało 36 osób.

Szczegółowy opis wypadku: TUTAJ


Prezentujemy wspomnienia maszynisty pełniącego służbę na lokomotywie ET22-1073 pana Tadeusza Górskiego.

Dnia 05.05.1997 roku od godziny 440 pełniłem służbę na lokomotywie ET22-1073. Prowadziłem w pojedynkę pociąg 84386 składający się z samych platform od stacji Szczecin Gumieńce.

Zbliżając się do Reptowa semafor wjazdowy miałem ustawiony na dwa pomarańczowe światła, pomyślałem sobie będzie wyprzedzanie. Wjechałem na tor główny dodatkowy nr 4 bez żadnych problemów. Okazało się, że tor główny zasadniczy nr 1 w stacji jest zamknięty. Po chwili od Stargardu Szczecińskiego po torze nr 2 przejechał luzem elektryk ET22 do Szczecina, ja natomiast nadal czekałem na wolną drogę siedząc w fotelu. Nagle poczułem potężne uderzenie w plecy, które zostały raptownie wygięte do tyłu, gdyż oparcie fotela sięgało pod łopatki pleców. Dobrze, że siedziałem, gdyż lokomotywa wraz z wagonami została przesunięta do przodu gdzieś o prawie 10 metrów. Nie wiedziałem, co się stało, odruchowo otworzyłem okno po swojej stronie obejrzałem się do tyłu. Na końcu składu ujrzałem potężny tuman kurzu – powstało w mojej myśli pytanie, – „Co to może być, co się dzieje, co...?”. Wyjrzałem od strony pomocnika do tyłu, a tu widzę na dwójce kilkanaście metrów ode mnie stoi „siódemka” z kilkoma wagonami osobowymi, reszty już się domyślałem.

Po uciszeniu pierwszych rozmów w radiotelefonie, sięgnąłem po mikrofon i wezwałem Stargard Szczeciński, prosząc o przysłanie karetek pogotowia ratunkowego. Uważałem, że była to najszybsza metoda powiadomienia pogotowia. Po zabezpieczeniu lokomotywy udałem się od strony pola zobaczyć, co się stało, ale były zbyt duże chaszcze, więc wskoczyłem na wagony (platformy) z mojego pociągu i po nich ruszyłem w kierunku końca. Nie wiem jak skakałem po wagonach i jak szybko znalazłem się przy ostatnim wykolejonym wagonie (w części oderwanej wraz z lokomotywą). Wagon miał ścięty (rozwalony) cały ostatni narożnik, którym skosił 6, czy 7 betonowych słupów trakcyjnych. Widziałem w tym wagonie (w rozprutym korytarzu) leżącego mężczyznę z krwawiącą nogą od kolana w dół. Przy nim było pochylonych bodajże dwóch facetów, którzy rozmawiając z poszkodowanym utrzymywali go w świadomości. Zachowywali się rozsądnie, więc pomyślałem nic tu po mnie i popędziłem dalej, obiecując, że przyślę tu lekarza. Dobiegłem do wykolejonych wagonów, które najechały na moje platformy.

Tego widoku nie da się zapomnieć.
Spiętrzone wagony, „kupa” złomu, a wśród pogiętych i pogniecionych blach – przygniecione ciała pasażerów. Pamiętam do dziś widok kobiety uwięzionej do pasa w złomie, wzywającej pomocy – to było straszne. Parę osób próbowało ją uwolnić, ale były trudności. Jedno, co dało się zauważyć i trzeba przyznać, to super zorganizowana spontaniczna akcja ratownicza na miejscu wypadku, zorganizowana przez część pasażerów. Ci, co byli oszołomieni wypadkiem, zeszli z torów i stali na poboczu. Natomiast ci, co zachowali zimną krew, z poświęceniem ratowali ofiary uwięzione w złomowisku spiętrzonych wagonów. Odginali blachy, uwalniając ciała rannych. Poszkodowanych układano na płytach drewnianych, lub drzwiach wagonowych i noszono na peron gdzie byli ułożeni jeden obok drugiego. Prawie nikt im nie przeszkadzał, a zachowanie ich było godne podziwu. Gdy przyleciał śmigłowiec sanitarny i nadjechały karetki, to lekarze mieli już ułatwione zadanie, gdyż dostęp do części poszkodowanych ułożonych na peronie był dobry. Jednego z lekarzy powiadomiłem o poszkodowanym w tamtych oddalonych wagonach.


Postanowiłem udać się do dyżurnej ruchu i powiadomić o wszystkim swojego dyspozytora. Po drodze mijałem ten fatalny rozjazd, obejrzałem go sobie dokładnie, a on lśnił jak gdyby nic się nie stało. Żadnego zgięcia iglic, żadnego wyszczerbienia, a przecież przełożył się pod jednym z wagonów, pomiędzy wózkami.

Dyżurnej ruchu kazałem zadzwonić do szpitala w pobliskim Zdunowie po karetki pogotowia, gdyż obawiałem się, że tych, co są będzie mało.

Wracając widziałem ciała ułożone na peronie w stanie... (lepiej nie opisywać). Widok to niesamowity, jak wagony osobowe, towarowe (platformy) i ludzie splecione w nieładzie tworzyły tragiczną stertę złomu.

Po wypadku były różne ”gdybania”, co by było gdyby, nie było na torze 4-tym platform, co by było gdyby były tam węglarki, co by było... itp. Ja natomiast wiem jedno, co by się stało gdybym z tym pociągiem stał na tym torze lokomotywą w kierunku Szczecina..., i za to, że tak nie było mogę tylko Bogu dziękować.

Upamiętniając ten wypadek ustawiono obok pamiętnego rozjazdu w Reptowie krzyż (około sześciometrowy) z tabliczką ku pamięci tym, co zginęli w tym wypadku i ku przestrodze innym.

Dzisiaj przejeżdżając przez ten rozjazd odruchowo wstaję i szepczę „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...”. Oby nigdy więcej nie powtórzyło się Reptowo i jemu podobne tragiczne wypadki.
 
m-sta pociągu 84386 -
Tadeusz Górski. 

 

Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
ArtFestiwal 2021. Photos by Anna Wardal. Cz.2