Dzisiaj jest: 24.4.2019, imieniny: Bony, Horacji, Jerzego

Woda w Miedwiu za ciepła – Morsy wyszły na brzeg

Dodano: tydzień temu Autor:
Redakcja poleca!

Nigdy nie wiadomo, co kryją wody jeziora, Loch Ness ma swojego potwora, a Jezioro Miedwie w sobotę opanowały smoki.

Woda w Miedwiu za ciepła – Morsy wyszły na brzeg
Stargardzki Klub Morsów „Miedwianie” zaprosił zaprzyjaźnione morsy z klubów MORSY Szczecińsko-Policki Klub im. Zbyszka Ulatowskiego, Kołobrzeski Klub Morsów, Stowarzyszenie Morsów Lodołamacze Gminy Kalisz Pomorski, Morsy Banie, Morsy Dziewoklicz, Klub Morsów Morświny ze Świnoujścia, Klub Morsów Sopel Białogard i Klub Morsów Piła na wspólne zakończenie sezonu kąpielowego 2018/2019.

Gospodarze, kierując się zasadami staropolskiej gościnności, pozwolili stanąć na najwyższym podium osadzie ze Szczecina, drugie miejsce wywiosłował sobie team łączący siły bańskich i stargardzkich morsów. Miedwianie skromnie przycupnęli na trzecim stopniu podium.  Zmagania załóg smoczych łodzi były głównym punktem programu, ale nie jedynym w bogatej ofercie imprezy.

Kończący sezon kąpielowy morsy brali również udział w indywidualnych zmaganiach sprawnościowych przeciągając linę czy biegnąc w wielkanocnym wyścigu z jajkiem.

Przez cały czas trwania imprezy można było podziwiać niezwykłych rzeźbiarzy w akcji. Tuż przy amfiteatrze powstawały pieszczone piłami motorowymi podobizny przedstawicieli rodzimej fauny.

Ważnym punktem programu był też chrzest najmłodszych stażem morsiątek. Do chrztu stanęło około 50 morsów, które właśnie zakończyły swój pierwszy sezon kąpielowy. Chrztu inspirowanego chrztem równikowym dokonywała, jak na morsy przystało, dziwacznie poprzebierana miedwiańska „starszyzna”. Każdy „chrześniak” w kilku słowach opowiadał swoją drogę do morsowania. Okazało się, że żona to nie zawsze „samo zło”, bo bardzo często w zwierzeniach chrzczonych morsów, to żona okazywała się osobą inspirującą do tego rodzaju aktywności. Bardzo ważnym czynnikiem w podjęciu decyzji o lodowatych kąpielach jest towarzystwo i nastrój zabawy, niektórzy zaczynają chcąc poprawić odporność i wydolność organizmu, a jedna z nowicjuszek przyznała, że gdyby wiedziała że w lodowatych wodach Miedwia czeka na nią miłość, kąpałaby się od dawna. Niezaprzeczalnie, z wypowiedzi odbierających certyfikat morsiątek wynika, że najlepszym rekruterem jest listonoszka Mirka, która doręczając polecone zachęcała mieszkańców Gminy Kobylanka do zimowych kąpieli w jeziorze.

Kiedy wokół tyle zimnej wody, morsy nie mogły się doczekać zanurzenia. Po koniecznej przed każdą kąpielą rozgrzewce uczestnicy zakończenia sezonu ze wszystkich klubów, po raz ostatni tej wiosny weszli do wody. Każdy mors chciał jak najdłużej w niej zostać, bo przecież następna tak przyjemna kąpiel, w takim doborowym towarzystwie dopiero we wrześniu.

Kąpiel nie wyczerpała programu, morsy nie mogąc się rozstać rozpoczęły wspólną zabawę przy ognisku, w czasie której Prezes Stargardzkiego Klubu Morsów Miedwianie, Marzena Wójcik wręczyła nagrody kąpiącym się z morsami dzieciom. Nagrody otrzymali: Julka, Marcelinka, Bartek, Filip. Jasiu, Szymon, Jacek, Michał, Magda, Sandra i Marcel.

Pięknymi statuetkami zostali również uhonorowani:
 - W kategorii „Mors Aktywny”: Mirosław Basiak, Marek Kozak i Waldek Karpiński za największą liczbę zanurzeń w sezonie.
- W kategorii Mors wędrowny”: Mirosław Basiak, Marek Kozak i Ela Zielińska, za największą liczbę wyjazdów z klubem.
- Marek Kozak otrzymał również zaszczytny tytuł „Mors stuprocentowy”, za sumę dokonań.
- Arek Grodziński został okrzyknięty „Morsem czyściochem”, to na Arka można liczyć, kiedy trzeba doprowadzić do poprzedniego stanu kąpielisko lub wyszorować pomost przed przyjazdem gości. Arek otrzymał również specjalną nagrodę Prezesa klubu dla osoby najbardziej pomocnej, na którą zawsze można liczyć.
- W tym sezonie najbardziej „Uśmiechniętą Foką” była Julita Kwiatkowska, a „Uśmiechniętym Morsem” Dominik Piotrowski. To są ludzie, którym humor zawsze dopisuje i jeszcze zarażają uśmiechem innych.

Dzień ostatniej kąpieli zakończył płomienny pokaz tańca stargardzkiego Teatru Ognia Fire Arrow.
Zespół Fire Arrow związany jest od lat ze stargardzkimi morsami, przygotował zatem sentymentalny powrót do programu sprzed lat. Pokaz, pomimo że wyciągnięty z dna szuflady nic a nic nie pokrył się patyną, morsy oglądały ogniowe popisy, jak zaczarowani. Wyrazem ich zachwytu były głośne okrzyki „Jeszcze jeden!”, którymi powitali ukłon ogniomistrzów.

Zwieńczeniem dnia pod hasłem: „Morsy na smokach”, było wyproszone przez widownię ostatnie, wręcz smocze zionięcie, którym „frontman” Fire Arrow ogrzał zmrożoną wieczornym chłodem publiczność.


 
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
4 Bieg do Pustego Grobu - GALERIA