Dzisiaj jest: 20.9.2018, imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty

Adam Topolski - przy kawie w La Stradzie

Dodano: 3 tygodnie temu Autor:
Redakcja poleca!

Naszym gościem był trener Błękitnych Stargard, Adam Topolski.

Adam Topolski - przy kawie w La Stradzie
Materiał sponsorowany


Długo zastanawiał się pan nad propozycją z Błękitnych Stargard?

- Trzy dni. To była trudna decyzja dla mnie z tego względu, że wybyłem już z tej piłki. W Ekstraklasie prowadziłem 167 spotkań. Tygodnik „Piłka Nożna” podsumował, że miałem średnią 1,63 punktu na mecz. Prowadziłem raczej zespoły ze środka lub końcówki tabeli. Syn David mnie namawiał, żebym jeszcze popracował. Rzeczywiście brakowało mi piłki. Skusiła mnie chęć zobaczenia, czy jestem w stanie jeszcze coś przekazać tym chłopakom i dać się pod osąd ludzi. Albo spadasz w przepaść, bo cię biorą na języki, albo jesteś dobrym, który umie trening poprowadzić a przede wszystkim zrobić prawidłową selekcję. Okazało się, że jednak to spojrzenie było. Połowa zespołu już była dobrana, ale druga połowa przyszła za mojej pracy. Dobry ruch zrobiłem, bo trochę się odświeżyłem. Mam trochę adrenaliny i wynik jest nienajgorszy. Dałem sobie czas do grudnia. Oczywiście na rok podpisałem umowę, ale jakby było źle i potrzeba zmiany to zawsze jestem do dyspozycji. Zobaczymy co będzie w grudniu, ile punktów drużyna zdobędzie. Na razie jest walka o to żeby stworzyć dobrze grający zespół na środek tabeli.

Na razie jest nieźle, ale wiadomo, że meczów jeszcze pozostało sporo i różnie się to może ułożyć.

- 14 jeszcze do końca. Duży bagaż odpowiedzialności wziąłem na siebie, bo drużyna była budowana od podstaw. Historia klubu była pisana i to mocno. Puchar Polski na Lechu.

Jak pan to wspomina?

- To była drużyna, która miała w swoich szeregach bardzo ciekawych piłkarzy, którzy osiągnęli duży sukces. Powiem szczerze, że kibicowałem im, bo zawsze słabszemu się kibicuje. Żal mi ich było na Lechu.

Na początku nie było właściwie żadnych oczekiwań. Czy po pięciu meczach, w których zdobyliście 10 punktów presja wzrosła?

- My sami sobie nakładamy presję. Chcemy grać ładnie dla kibiców, bo wiemy, co Błękitni osiągnęli. Chcemy się podobać kibicom. Piłkarze chcą się wypromować żeby ktoś zaproponował im lepsze warunki i grę w wyższej lidze. Taki model przyjęliśmy z klubem żeby nie hamować rozwoju piłkarzy. To jest największym bodźcem dla nich, że chcą gdzieś dalej iść.

W tym momencie robi się karuzela. Jedni piłkarze się pokażą, ale kolejni zobaczą, że do Błękitnych warto przyjść.

- Kluby, które rozsądnie pracują mają napęd. Muszę też powiedzieć, że zaczyna się dobra praca w klubie. Coraz więcej trenerów pracuje z młodzieżą i jakościowo to się poprawia. Chciałbym też wspomnieć o swoim sztabie. Jarek Piskorz, Sławek Szczeciński i kierownik Marcin Sawczak to są ludzie, którzy napędzają to koło i oddają serce dla tego klubu.

Przy takiej wymianie zawodników jest pan zadowolony z dotychczasowych wyników?

- Tego się nigdy nie robi, ale klub był zmuszony. Piłkarze nie chcieli zostać. Niektórzy mieli lepsze propozycje z I-ligowych klubów, a inni nie zgodzili się na warunki. Po raz pierwszy znalazłem się w takiej sytuacji, gdzie cała kadra odeszła. Ściągnęliśmy rozwojowych piłkarzy, którzy za chwilę będą grali na lepszym poziomie niż druga liga, ale trzeba w to włożyć trochę pracy. Myślę, że taki owoc tego, co tutaj się robi będzie dopiero pokazany w rundzie wiosennej. Ci ludzie dopiero tworzą grupę. Wszyscy przychodzą z innych klubów. Potrzeba czasu żeby nazwać to monolitem. Muszą poznać się wzajemnie, wiedzieć kogo na co stać. Wynik sam pokazuje, że trafiliśmy na dobrą grupę i trening został prawidłowo poprowadzony, bo takiego startu jeszcze Błękitni nie mieli. Na ten moment jesteśmy zadowoleni, ale zespół będzie się rozwijał. Szkoda punktów, które zgubiliśmy w głupi sposób. Mogliśmy mieć o pięć punktów więcej. Zobaczymy, jak to dalej będzie wyglądało, bo zbliżają się mecze z zespołami, które mają potencjał dużo większy, jak my.

Gdzie są większe rezerwy? W ofensywie czy w defensywie?

- Bardzo dobre pytanie. W ofensywie. Za mało bramek strzelamy. Obrona zawsze będzie rozliczana wtedy kiedy jedną bramkę straci, bo ktoś zrobi błąd. Napad musi zdobywać dwie bramki. Mieliśmy sytuacje, z których w każdym meczu powinniśmy po dwie zdobyć, a strzelaliśmy po jednej.

Kim jest Adam Topolski w domu?

- Przede wszystkim mężem, ojcem, dziadkiem. Takim wesołkiem pomagającym w domu. Mamy fajny rodzinny dom.

Kuchnia?

- Zawsze jak wnuki przyjeżdżają to dziadek robi naleśniki żeby się przypodobać.

Ile pan ma wnuków?

- Czworo. Najstarszy ma 10 lat. Później cztery, trzy i dwa lata.

W piłkę już kopiecie?

- Najstarszy Nikodem kopie w akademiach w Poznaniu. Wnuczka 4-letnia ma dużo energii. Widać po niej, że jest ruchowo usportowiona.

Po przyjeździe do domu odrywa się pan od piłki?

- Tak na godzinę, dwie uciekam od tego. Później patrzę na wyniki. Jednak Internet wciąga. Lubię oglądać mecze w telewizji, dlatego że mam większy komfort.

W telewizji tylko piłkę pan ogląda, czy inne dyscypliny?

- Bardzo lubię lekkoatletykę, kolarstwo i indywidualne sporty na przykład tenis. One dają dużo natchnienia. Mówię piłkarzom żeby zobaczyli, jak pracują kolarze, czy lekkoatleci. Lubię też dobrą koszykówkę i siatkówkę. Chodziłem na mecze Lakersów.

Dzień meczowy dla pana też jest szczególny?

- Przed meczem skupienie, trochę zadumy, myślenia nad składem wyjściowym i doborem ludzi do gry. Jestem wierzącą osobą, więc w niedzielę idę do kościoła przed meczem. Po meczu jak jest wygrany to niesamowita radość. Mecz ligowy to jest dzień w tygodniu, który jest najważniejszy, ale nie taki żeby tylko myśleć o meczu.

Jak pan odpoczywa?

- Dużo śpię. Obowiązkowa drzemka po obiedzie. Jestem tutaj z żoną. Nic nie mam na głowie. Po śniadaniu układam sobie trening. Czytam też w Internecie o przeciwniku. Bardzo lubię spacery. Wieczorem jedziemy nad jezioro lub na stare miasto. Ewentualnie do Szczecina na wały.

Poznają pana na mieście?

- Nie wiem nawet. Nie zdawałem sobie sprawy. Jedna osoba do mnie tylko doszła na starym mieście. Staram się wtopić w środowisko żeby normalnie funkcjonować, chodzić między ludźmi. Byliśmy też na jarmarku. Być może poznają, ale generalnie spokój jest.

Ulubione jedzenie?

- Na pewno owoce morza.

Koniec części pierwszej. Zapraszamy na część drugą. W niej Adam Topolski opowie o swojej piłkarskiej i trenerskiej karierze. Poznamy wiele ciekawych historii w tym kulisy transferu do Legii Warszawa i wyjazdu do USA.
 
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
Błękitni Stargard - Elana Toruń - GALERIA