Dzisiaj jest: 17.3.2026, imieniny: Reginy, Patryka, Zdyszka

Marek Popiołek: Nie mam żadnych wymówek. Trzeba brać się do pracy

Dodano: miesiąc temu Autor:
Redakcja poleca!

PGE Spójnia Stargard miała 11 punktów przewagi, ale przegrała z Enea Abramczyk Astorią Bydgoszcz 69:80 w 23. kolejce Bank Pekao S.A. 1 Ligi.

Marek Popiołek: Nie mam żadnych wymówek. Trzeba brać się do pracy

PGE Spójnia Stargard miała 11 punktów przewagi, ale przegrała z Enea Abramczyk Astorią Bydgoszcz 69:80 w 23. kolejce Bank Pekao S.A. 1 Ligi. Oto jak niedzielny pojedynek na konferencji prasowej ocenił trener Biało-Bordowych.

- Gratulacje dla trenera Grzegorza Skiby i całej ekipy Astorii. Grali w drugiej połowie lepiej niż my. Grali w sposób mądrzejszy, twardszy i zasłużenie wygrali. Niestety my nie pokazaliśmy jakości, która by wystarczyła do tego, aby wygrać. Te momenty dobrej gry mamy w wielu spotkaniach. Zaczęło się od złych decyzji i końcówki trzeciej kwarty, która napędziła Astorię, pozwoliła im uwierzyć w to, że cały czas są w meczu. Krótki fragment, kiedy mieliśmy 11 punktów przewagi, a zeszło tylko do trzech. Później jeszcze Astoria rozpoczynała czwartą kwartę - powiedział Marek Popiołek.

- Nie mam żadnych wymówek. Nie mam też zastrzeżeń do zaangażowania naszych graczy. Byliśmy bardzo skupieni. Próbowaliśmy się przygotować do tego meczu jak najlepiej. Pierwszy raz w tym sezonie mogliśmy trenować w pełnym zestawieniu. Intensywność treningu myślę, że była dobra i zespół czuł się gotowy, aby wygrać. Tak było przez trzy kwarty, ale musimy bardzo mocno przeanalizować to, co się stało na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Po tym rzeczywiście mocnym uderzeniu, które dostaliśmy nie byliśmy w stanie już odpowiedzieć. Bardzo niepokojące jest to, że w drugiej połowie zdobyliśmy tylko 27 punktów i podobnie, jak w Opolu nasz atak nie funkcjonował w drugiej części meczu na takim poziomie, na jakim powinien być. To oprócz oczywiście zbiórek zadecydowało naszej porażce - przyznał trener PGE Spójni Stargard.

Gospodarze po raz pierwszy od wielu miesięcy zagrali w pełnym składzie. Radość nie trwała jednak długo, bo już w końcówce pierwszej kwarty parkiet opuścił Igor Wadowski. Szybko okazało się, że doznał kontuzji. Sam koszykarz nie krył zdenerwowania, a taka reakcja nie zwiastuje zwykle niczego dobrego. Trener nie chciał jednak wyrokować przed badaniami lekarskimi, jak poważna może być to kontuzja.

- Niestety był to uraz. Nie mógł kontynuować gry w drugiej połowie. Wiedzieliśmy już w przerwie, że będziemy musieli sobie radzić bez niego. To jest kontuzja niezwiązana z kolanem. Tym razem coś innego. Nie jestem w stanie teraz powiedzieć, jak jest to poważne. Będzie miał w poniedziałek badania - zaznaczył Marek Popiołek.

Gorąco wokół PGE Spójni było na przełomie stycznia i lutego, czyli w ostatnich chwilach okienka transferowego. Stargardzki klub był łączony między innymi z powrotem Dawida Słupińskiego lub Adama Łapety. Żaden z tych transferów jednak nie został dopięty, co tylko jeszcze bardziej sfrustrowało kibiców PGE Spójni Stargard. Jak wyglądało to z perspektywy trenera Marka Popiołka?

- Nie chcę mówić o konkretnych nazwiskach, czy ruchach, które wykonywaliśmy. Dostrzegaliśmy potrzebę, żeby sprowadzić zawodnika, który uzupełni formację podkoszową, ale czasami tak jest, że nie było to możliwe, czy w ostatniej chwili zabrakło nam trochę może szczęścia. Nic się nie dzieje bez powodu. Uważam, że nasz zespół jest silny i wielokrotnie pokazywaliśmy w meczach z mocnymi rywalami, że jesteśmy w stanie wygrywać. Ja koncentruję się na tym, aby poprawiać ten zespół, dbać o formę zawodników i stawiać na tych, którzy będą najlepiej ze sobą współpracowali - skomentował trener PGE Spójni Stargard.

- Klub był aktywny. Klub się starał i dla tych zawodników, których mieliśmy na oku, składał oferty, jakie mógł złożyć, ale z różnych przyczyn żaden z tych zawodników do nas nie trafił. Nie chcę tego już za bardzo komentować, bo jest ten zespół, który mamy. Jeżeli dopisze nam zdrowie, uważam, że stać nas na dużo - dodał Marek Popiołek.

Na koniec zapytaliśmy trenera o ofensywne problemy PGE Spójni. W pierwszej rundzie nie brakowało spotkań, w których atak rozkładał się na wielu graczy, eksponując ich możliwości. Niedzielny pojedynek jednak wpisał się w ostatnią tendencję spadkową i to pomimo 8/17 celnych "trójek" w pierwszej połowie. Po zmianie stron problemy wróciły (3/18 w tym elemencie), co przełożyło się na tylko 27 zdobytych punktów. Co jeszcze bardziej szokujące ponad połowę (14) z tego dorobku uzyskał Jalen Ray.

- Jeżeli analizujemy całościowo drużynę PGE Spójni, to myślę, że defensywa była bardziej stabilna, jeżeli chodzi o nasze dokonania. Po niezłym początku sezonu, gdzie w wielu meczach znajdowaliśmy pozycje, było dużo rzutów za trzy, nasza skuteczność była lepsza, ostatnio jest zdecydowanie gorzej pod tym względem. Pracowaliśmy nad tym dużo po meczu w Opolu. Musimy znaleźć rozwiązanie jak najszybciej. Nie pomaga na pewno też to, że cały czas radzimy sobie bez klasycznego rozgrywającego - ocenił Marek Popiołek.

- Nie chcę opowiadać o drobnych detalach, które wiem, że szwankują u nas, bo dużo nad tym pracujemy, aby to poprawić. Ten mecz dobitnie pokazał, że w drugiej połowie, kiedy defensywa rywala cały czas była twarda, a graliśmy pod presją, bo wynik nam uciekał, nie generowaliśmy odpowiednio dobrych rzutów. Nawet w tych momentach, kiedy znajdowaliśmy odpowiednie pozycje, nie byliśmy skuteczni. Żadnych wymówek. Trzeba brać się do pracy i cały czas wierzyć w to, że znajdziemy odpowiednią równowagę w naszym zespole, jeżeli chodzi o poczynania ofensywne - podsumował trener PGE Spójni Stargard.

 


 

Materiał sponsorowany

Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
XXXIX Olimpiada Wiedzy i Umiejętności Budowlanych w ZSBT. Fotorelacja