Krzysztof Koziorowicz to postać świetnie znana, nie tylko w koszykarskim środowisku. To jednak z koszykówką związał swoją zawodową drogę. Był koszykarzem, później trenerem i selekcjonerem reprezentacji Polski. Przez ostatnich prawie 10 lat w różnych rolach był związany ze Spójnią Stargard. Od 14 czerwca 2025 roku jest prezesem Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Koszykówki. W obszernej rozmowie z naszym portalem nie zabraknie zarówno wspomnień, tematów aktualnych oraz planów na przyszłość.
Czy koszykówka jest dla pana całym życiem?
Krzysztof Koziorowicz, prezes Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Koszykówki: Jeśli chodzi o pasję i fakt, że związałem z nią całe życie, także zawodowe - zdecydowanie tak. Już jako uczeń wiele czasu (i poza lekcyjnego, i zamiast lekcyjnego…) spędzałem w sali sportowej SP nr 3 przy ulicy Limanowskiego. Pamiętam swojego pierwszego nauczyciela koszykówki Romana Szubera, byłego zawodnika Spójni Stargard. Z wdzięcznością i rozrzewnieniem wspominam (pozdrawiam i życzę zdrowia!) trenera Ryszarda Janika, którego można uznać za „ ojca „ stargardzkiej koszykówki i trochę mojego sportowego „ojca”.
Nauki pracy trenerskiej pobierałem asystując Tadeuszowi Aleksandrowiczowi, dość skutecznie zresztą, bo zaowocowały one zdobyciem wicemistrzostwa Polski w 1997 roku. Później już samodzielne sukcesy z drużynami żeńskimi z Gdyni (klubowe wicemistrzostwo Europy i świata) i Polkowic, praca z kadrą narodową kobiet. Wreszcie powrót do ukochanej Spójni, w różnych rolach… Oj, nazbierało się tych doświadczeń, nazbierało i sukcesów i porażek… Ale koszykówka to nie wszystko i nie ona jest w moim życiu najważniejsza. Nie chcę być sentymentalny i nie będę odkrywczy, ale „całym moim życiem” jest rodzina: wspaniałe dzieci i wnuki, jeden z synów „odziedziczył” moją pasję… No i, przede wszystkim, żona Jolanta. Żeby nie ona, to aż tyle mnie i nam by się nie udało.
Koszykarz, trener, selekcjoner reprezentacji Polski, w ostatnich latach również działacz Spójni Stargard, a od 14 czerwca 2025 roku prezes Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Koszykówki. Czy obecnie pełniona funkcja to zwieńczenie drogi, jaką przez wiele lat przebył pan w koszykówce?
- Może nie zwieńczenie, ale nowa rola, zupełnie inna perspektywa i zakres działania. Ja już byłem zmęczony dotychczasowymi moimi działaniami w koszykówce. Ile nerwów i zdrowia kosztuje praca trenera - nie muszę tłumaczyć… Rola działacza klubowego, a w moim przypadku, jak sam się przezywałem: „załatwiacza” - też mi już ciążyła, bo ileż można dyskontować własne kontakty, znajomości, przyjaźnie… Od listopada 2024 roku miałem przerwę w pracy. I może ten swoisty reset spowodował, że, kiedy otrzymałem propozycję z Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Koszykówki, po prostu przyjąłem ofertę… nowe wyzwania widać jeszcze mogą mnie zmobilizować.
Na 2026 rok przypadnie jubileusz 80-lecia zachodniopomorskiej koszykówki. O jakich planach związanych z tym wydarzeniem może już pan powiedzieć?
- O planach mogę powiedzieć, że one już są. Takie wydarzenie trzeba przygotowywać z odpowiednim wyprzedzeniem. Niewątpliwie uroczysta gala jubileuszowa, prawdopodobnie we wrześniu przyszłego roku, dla podniesienia rangi obchodów - wydawnictwo jubileuszowe, według zamysłu ( to chyba mogę zdradzić…) - 80 postaci, na 80.lecie. Oczywiście planujemy wydarzenia sportowe, jak choćby specjalna edycja Memoriału Romana Wysockiego, ale także przedsięwzięcia sportowo - festynowo - rekreacyjne dla dzieci, młodzieży i całych rodzin. Z pewnością przygotujemy też kilka niespodzianek.
Jaka jest rola okręgowych związków w koszykarskich strukturach. Czym zajmuje się ZOZKosz?
- Wieloletni prezes Konrad Mądry, kiedy nakłaniał mnie do przejęcia schedy stwierdził, że centrale związku i ligi są w Warszawie, a ZOZKosz ma być nie tylko w Szczecinie… I ja chcę, żeby tak było, żeby poza Szczecinem, Koszalinem, Stargardem i Kołobrzegiem „obudzić” zainteresowanie koszykówką w innych miastach i ośrodkach. Właściwie „obudzić” to złe słowo - to zainteresowanie już jest, potrzeba tylko impulsu i wsparcia, żeby ono przerodziło się w konkretne działania. Przede wszystkim rozwijanie i wspieranie koszykówki dzieci i młodzieży poprzez organizację i koordynację rozgrywek (danie szansy i nie „gubienie” pokolenia zdolnych, którzy nie załapali się do składów ligowych).
Osobna kwestia to szkolenie kadr; trenerów, sędziów, organizatorów. Po to potrzebny jest rozbudowany system rozgrywek regionalnych, łącznie z zabawowymi rozgrywkami najmłodszych ( 7-8 lat), ale zorganizowany w formie campów, ze szkoleniami, prezentacjami programów szkoleniowych, konsultacjami z najlepszymi specjalistami w branży (sam jestem do dyspozycji…!). To da nam pełną diagnozę „stanu posiadania” i możliwości rozwoju dyscypliny w całym regionie. Reasumując: wsparcie dla koszykówki kwalifikowanej, zawodowej, ale też przysłowiowa praca u podstaw, by przyszłość naszej ukochanej dyscypliny w regionie była zapewniona.
Prezesem ZOZKosz jest pan już przez ponad 4 miesiące. Jak wygląda codzienna praca? Na czym ona polega?
- Na pracy zespołowej i jasnym podziale obowiązków. Tworzymy zespół, w skład którego wchodzą między innymi: Marcin Przepióra - stargardzianin, wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego dyrektor Zespołu Szkół Nr 2, były zawodnik Spójni, Piotr Pastusiak (V-ce prezes)- znany i ceniony w Polsce i za granicami sędzia Euroligowy. Pozostali członkowie zarządu to osoby z różnych miast: Szczecina, Koszalina, Kołobrzegu, Stargardu, wiodących ośrodków koszykarskich w regionie.
Każdy otrzymał określone zadania i każdy musi je zrealizować ( najczęściej w czasie wolnym po pracy zawodowej.) i w określonym czasie, bo terminy nas gonią... Podzieliliśmy się obowiązkami według swoich umiejętności i kompetencji i … zajęliśmy się realizacją bieżących tematów m.in. koordynacją rozgrywek, organizacją turniejów, wydarzeń sportowych na różnych poziomach, szkoleń i konferencji trenerskich. Jestem, jak przez całą aktywność zawodową zarówno animatorem i koordynatorem działań, ale także ich bezpośrednim wykonawcą. Nie powiem, że pokazowym, ale tak już mam.
Co udało się już osiągnąć? Na pewno warto tutaj wspomnieć o Memoriale Romana Wysockiego, który różnił się od poprzednich edycji tego turnieju.
- To jest właśnie przykład mojej, naszej, filozofii. Są rzeczy robione dotąd dobrze, ale można je zrobić lepiej. Wiele spraw trzeba poprowadzić po nowemu… Przykład Memoriału Romana Wysockiego jest tutaj jak znalazł. Można, a nawet trzeba organizować go w różnych miastach. W tej edycji, zorganizowanej w Kołobrzegu wystąpiły cztery zespoły seniorskie i cztery młodzieżowe. Przy okazji odbyła się konferencja trenerska, konferencja sędziowska. Był mecz pomiędzy sędziami a trenerami, czyli nacjami, które z zasady nie darzą się przesadną sympatią. A pięknym zwieńczeniem turnieju był mecz koszykarzy na wózkach. Wspaniały przykład integracji całej społeczności koszykówki zachodniopomorskiej - przypomnę - pod patronatem Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego.
Jak wspomnieliśmy w koszykówce występował pan w różnych rolach. Która z nich była najtrudniejsza? Domyślam się, że najbardziej stresująca jest rola trenera.
- Zdecydowanie tak, ale za to daje tyle adrenaliny (skokowo!) i satysfakcji (skokowo!), że mało jest doznań, z którymi można poziom tych emocji porównać. Bycie trenerem - tak, to moc decyzji, wpływ na wygrane i porażki, zbiorowe przeżywanie sukcesów i … samotność przy porażce… To dawne czasy, ale bycie zawodnikiem, członkiem drużyny, obecnym w walce tydzień po tygodniu - to też jest kapitał emocjonalny i zwyczajnie życiowy, który już w człowieku i z człowiekiem zostanie… Najgorzej było mi w roli „działacza”, które to określenie w naszej kulturze społecznej i sporcie ma ( z różnych względów…) zabarwienie pejoratywne. Więc teraz zostałem „działaczem” określonego szczebla. Mam nadzieję, i zrobię wszystko, żeby było tak, że jak "Kozioł" przestanie być działaczem, zostanie po nim, że naprawdę działał i coś - nomen omen - „zdziałał”.
W końcówce poprzedniego sezonu niespodziewanie powrócił pan do prowadzenia PGE Spójni Stargard. Teraz już z perspektywy czasu może pan powiedzieć, jak trudno wraca się po ponad sześciu latach do prowadzenia ekstraklasowej drużyny.
- To było trudne wyzwanie. Zdawałem sobie z tego sprawę, ale zrobiłem to z przywiązania do mojego klubu. Niestety nie udało się utrzymać ekstraklasy, a szkoda, bo i Spójnia i Stargard zasługują na grę w elicie… Przede wszystkim stargardzcy kibice, wierni i oddani, ale także oceniający i krytyczni. Mają święte prawo, bo znają się na tej grze i oddają swojej drużynie serce.
Bardziej jest pan pamiętany z sukcesów. To był pierwszy spadek w trenerskiej karierze?
- Zgadza się. Tak się zdarzyło. Były sukcesy, był awans, była porażka i spadek. Najważniejsze, że nie zostawiłem klubu, nie uciekłem … Do dziś uważam, że podjąłem właściwą decyzję niezależnie od tego, że jakoś tam przegrałem. Taki jest sport, taki los trenera… ja mam poczucie, że mój wieloletni związek ze Spójnią jest rozliczony na plus…
Trenerski rozdział uważa pan za definitywnie zamknięty, czy lepiej trzymać się powiedzenia: nigdy nie mów nigdy?
- Nigdy nie mówię nigdy, ale teraz już definitywnie zamykam ten rozdział. Tak, wiem, Jola, że mówiłem tak już kilka razy, ale tym razem to już.
Jak obecnie wyglądają pana relacje ze Spójnią Stargard, czyli z klubem, w którym pracował pan przez wiele lat?
- Bez przerwy mam kontakt. Spotykam się z trenerami Markiem Popiołkiem i Michałem Trypuciem. Dość regularnie mamy okazję do tego, żeby usiąść przy małej czarnej na koleżeńskiej pogawędce. Tematem koleżeńskiej pogawędki zawsze jest koszykówka.
Jako prezes gości pan nie tylko na meczach PGE Spójni Stargard, ale również na innych wydarzeniach odbywających się na Pomorzu Zachodnim.
- Zgadza się i nie tylko jako prezes, ale zwyczajnie, jako kibic koszykówki. Na ile mi czas pozwoli będę starał się bywać na meczach zespołów z zachodniopomorskiego; ekstraklasowych, pierwszoligowych i drugoligowych, ale nie tylko… Bo choćby ostatnio byłem na turnieju Centralnej Ligi Juniorów w Stargardzie - naprawdę ciekawe, emocjonujące wydarzenie. Widać, że nasza młodzież powoli robi postępy. Myślę, że wielu z nich zaistnieje na poziomie nie tylko drugiej ligi, w której obecnie zdobywa cenne doświadczenie. Wierzę, że niektórzy mogą trafić do pierwszej ligi, a może wyżej.?
W obecnym sezonie w pierwszoligowej PGE Spójni Stargard jedynym regularnie grającym wychowankiem jest Szymon Szmit, który też już zebrał doświadczenie w innych klubach w Polsce, między innymi ostatnio w GKS-ie Tychy.
- To jest dowód na to, że warto być odważnym. Szymon to zrobił, wyjechał, grał w różnych klubach. Człowiek się edukuje, na różnych poziomach, w różnych środowiskach i zdobywa kolejne, niezbędne doświadczenia. W mojej ocenie Szymon gra dobrze, ale z każdym meczem będzie grał jeszcze lepiej. To dobry koszykarz i mądry człowiek. Takich wychowanków nam potrzeba, oni będą nakręcać rozwój naszej dyscypliny.
W pana ocenie awans PGE Spójni Stargard do Orlen Basket Ligi już po obecnym sezonie to scenariusz realny, możliwy, prawdopodobny, czy bardziej na ten moment życzeniowy?
- Bank Pekao S.A. 1 Liga jest naprawdę nieprzewidywalna i mocna… PGE Spójnia ma kolejne wzmocnienie w postaci Jakuba Karolaka. Myślę, że zespół w tym składzie personalnym jest w stanie bić się o najwyższe miejsca. Trzeba zawsze zakładać ambitne cele, czyli w tym przypadku walkę o awans. Wierzę w to, że zarówno zawodnicy, jak i sztab trenerski poradzą sobie i z ich gry będziemy mieli wiele satysfakcji i być może … awans do PLK. Ta drużyna pokazuje, że potrafi grać. Wiele czynników utrudniało stabilne granie. Kontuzje to nie tylko brak zawodników w meczu ligowym. To również powoduje, niższą jakość treningu. Wierzę, że w niedługim czasie zespół powinien grać płynniej i stabilniej. I za tym powinny pójść wyniki. Ale zobaczymy…
Czysto teoretycznie na papierze która drużyna jest silniejsza? Pana Spójnia awansująca do OBL w 2018 czy obecna Spójnia, gdy będzie w pełnym składzie z Pawłem Kikowskim, Igorem Wadowskim i Jakubem Karolakiem?
- Takie porównania są zupełnie nieuprawnione, bo mówimy o innych drużynach, innej sytuacji klubu. I o innych latach… Ale powiem tak: moja Spójnia awansująca do PLK w meczu wyjazdowym w Łańcucie była jedyna i niepowtarzalna, tak jak tamto wydarzenie. Słyszałem, że w Stargardzie decydujący mecz był wyświetlany na wielkim telebimie w hali OSiR, gdzie pełna trybuna kibiców przeżywała mecz na żywo, a po awansie prezydent miasta rozdawał fragmenty siatek do kosza… Życzę takich samych emocji na koniec obecnego sezonu… albo któregoś z najbliższych…
W Orlen Basket Lidze jedynym reprezentantem Pomorza Zachodniego jest King Szczecin. O co pana zdaniem może powalczyć niedawny mistrz i wicemistrz Polski?
- Z ostrożnych zapowiedzi wynika, że celem jest awans do fazy play- off ale myślę, że szefostwo klubu, sztab trenerski, zawodnicy są na tyle ambitni, zdeterminowani i postawią sobie wyższe cele. Zespół pokazuje, że potrafi grać na dobrym poziomie. Cała drużyna potrzebuje również czasu do tego żeby grać płynnie, równo. Kolektyw nie tworzy się z dnia na dzień, ale widać, że w tej ekipie drzemie duży potencjał i ciekawe indywidualności, jak choćby reprezentanci Polski, Tomasz Gielo, Przemysław Żołnierewicz, Serbowie, doświadczony Jovan Novak i uzdolniony Nemanja Popović czy Amerykanie Jeremy Roach, Anthony Roberts. Mecz we Włocławku pokazał, jakimi możliwościami dysponuje zespół Kinga. Liga jest wyrównana, w czołówce będą zespoły z szerokimi, zbilansowanymi składami, które także fizycznie wytrzymają sezon. Mam nadzieje, że King Szczecin będzie wiosną walczył o wysokie cele.
Drużynę prowadzi młody szczeciński trener Maciej Majcherek, a jednym z jego asystentów jest pana syn Konrad Koziorowicz. Ma pan pewnie dzięki temu dobre informacje, co się dzieje w Kingu, ale też na pewno przez to mocno pan kibicuje szczecińskiej drużynie.
- Na pewno kibicuję. Trudno żeby było inaczej. Konrad jest przecież w sztabie trenerskim. Cieszę się, że wykonuje pracę, którą ja przez lata realizowałem. Na ile będzie miał determinację, przekonanie do tego zawodu to życie pokaże, bo to jest dopiero początek. Trzymam za niego kciuki. Tercet Majcherek, Koziorowicz, Ruzićka to naprawdę zgrany, perspektywiczny zespół trenerski. I w większości nasz, zachodniopomorski...
Wywiad przeprowadził Patryk Neumann

DZIĘKUJEMY





